O równowadze w mechanice gry

Dziś krótko, bo temat jest bardziej informatyczno-matematyczny niż bitewniakowy.

Na moim, nazwijmy go głównym, blogu napisałem kilka słów na temat tego jak sprawdzić czy w40k jest zrównoważone od strony mechaniki. Tu chciałbym przedstawić pokrótce wnioski.

Po pierwsze system jest zrównoważony. Przynajmniej na tym podstawowym poziomie mechaniki. Przy zachowaniu pewnego marginesu błędu można przyjąć, że wszystko jest ok.

Po drugie nie testowałem modyfikatorów, a te w połączeniu ze zdolnościami specjalnymi mogą wprowadzać duże zachwianie w systemie.

Po trzecie czekam na uwagi co do samego modelu, który przyjąłem do testów. Wiem, że jest on nie do końca właściwy. Chętnie go dostosuję.

Nowe dyniaqi ze Spellcrow

Od Halloween minęło już troch czasu. Jednak dziś dotarły do mnie nowe Dyniaqi ze Spellcrow. Dwa nowe, które ukazały się w przedsprzedaży halloweenowej są odlane z żywicy. Trzeci (gratisem) to mały Dyniaq z włócznią i misiem odlany z metalu.

Można powiedzieć, że jaram się jak Tęcza na myśl o malowaniu tak fajnych figurek. Szczególnie, że jakość samych modeli jest naprawdę wysoka. Czas na kilka fotek

Cała dyniaqowa ekipa

Cała dyniaqowa ekipa

Zapowiada się całkiem fajne malowanie 😀

Prosty przepis na kolor żółty

Żółty ko dość „wredny” kolor. Przez wiele lat różni producenci wypuszczali farby akrylowe, które nie były najlepszej jakości. Lepiej wyglądało to w przypadku farb olejnych, ale tu głównym problemem była „atmosfera pracy”. Konieczność wykorzystania rozpuszczalników benzynowych i dodatkowych środków zabezpieczających przy malowaniu aerografem stanowiły poważny problem.
Ostatnio jest trochę lepiej. Firma Army Painter ma w swojej ofercie podkład w sprayu w kolorze żółtym. Vallejo też ma kolor żółty w kilku odcieniach i odmianach w wersji zarówno „zwykłych” jak i w liniach Air.
Ja chciałbym jednak pokazać wam trochę inną technikę malowania koloru żółtego bazującą na farbach GW. Powiedzmy sobie szczerze, kolor żółty od GW jest dobry jak jest gęsty. Jak go zaczynamy rozcieńczać to okazuje się, że krycie jest raczej słabe. Skorzystajmy więc z innych farb.

Przygotowanie

Figurka została zagruntowana za pomocą podkładu szpachlującego Mr. Surfacer 1200.

Krok pierwszy - baza

Krok pierwszy – baza

Gdy podkład wysechł nałożyłem dwie warstwy koloru White Scar. Farba była mocno rozwodniona tak by wniknąć w zagłębienia.

Krok Drugi - biały

Krok Drugi – biały

Żółty

Jak całość dobrze wyschła za pomocą aerografu nałożyłem washa Casandra Yellow. W efekcie otrzymałem całkiem fajny kolor bazowy do dalszych zabaw z odcieniami. Co widać poniżej.

Krok trzeci - wash

Krok trzeci – wash

Podsumowanie

Wash użyty w tym przypadku jest „tak żółty, że aż pomarańczowy”. Ilość pigmentu jest bardzo duża dzięki czemu krycie jest bardzo dobre. Jedyny warunek – malujemy po białym. Jak widać na ostatnim zdjęciu ramiona figurki, które były szare, po pokryciu washem stały się pomarańczowe. Generalnie im ciemniejsza baza tym słabszy żółty.

Malowanie skóry farbami olejnymi – krótkie wprowadzenie

Technika która chcę wam przedstawić jest „ściągnięta” ze znacznie większych skal 1/16 czy 75mm. Nadaje się do skali 28mm pod warunkiem, że powierzchnia malowana jest stosunkowo duża.

Co będzie potrzebne

Poniżej lista potrzebnych narzędzi oraz farb.

Narzędzia

  • Pędzle retuszerskie (00) x2
  • Pędzle okrągłe miękkie (2) x2
  • Pędzle płaskie płaskie (00) x1
  • Pipeta
  • Kuwetka
  • Patyczki kosmetyczne, chustki, ręczniki papierowe itp.

Farby

  • Ungor flesh, albo
  • Elf flesh, albo
  • Dwarf flesh
  • Talens Rembrandt Burnt Siena (nr 411)
  • Talens Rembrandt Titanium White (nr 105)

Do tego potrzebujemy rozpuszczalnik White Spirit ponieważ dwie ostatnie farby są farbami olejnymi (benzyna też będzie ok, ale nie odparowuje tak szybko).

Malowanki

Na zagruntowaną figurkę nakładamy wybrany kolor akrylowy. Przy dużych powierzchniach konkretny kolor będzie determinował „jasność” skóry. Przy mniejszych powierzchniach nie ma to aż takiego znaczenia.

Faza pierwsza - akryle

Faza pierwsza – akryle

Jak już figurka wyschnie to nakładamy sieneę paloną cienkim pędzlem na całą powierzchnię skóry.

Faza druga - siena palona

Faza druga – siena palona

Teraz mamy jakieś 10-15 minut wolnego. W tym czasie farba „wgrzyzie” się w materiał oraz trochę podeschnie. W przypadku dużych powierzchni potrzeba na to więcej czasu, chyba że pomalujemy całość bardzo cienką warstwą (wymaga wprawy).
Kolejnym etapem jest ścieranie farby. W tym celu za pomocą patyczków, chusteczek, skrawków ręczników papierowych trzymanych pincetą itp. staramy się zetrzeć farbę olejną z figurki.

Faza trzecia - ścieranie

Faza trzecia – ścieranie

Ścieramy farbę tak by uzyskać praktycznie kolor podkładu w miejscach najjaśniejszych. W zagłębieniach zostanie nam ciemny ślad (jak po washu). Na chwilę obecną olewamy 😉 I tak się rozetrze w kolejnych etapach.
Następnie bierzemy do ręki pędzel korekcyjny i za jego pomocą nakładamy punktowo bieli tytanowej tam gdzie skóra powinna być jaśniejsza.

Faza czwarta - rozjaśnianie

Faza czwarta – rozjaśnianie

W przypadku naszej figurki są to piersi, policzki, nos, czoło oraz podbródek. Następnie za pomocą miękkich pędzli rozcieramy białą farbę. Przy tej skali szybko okazało się, że duże pędzle nie sprawdzą się do bardziej precyzyjnego rozjaśniania. Do tego przydadzą nam się płaskie pędzle korekcyjne.
W razie czego wprowadzamy drobne korekty za pomocą dodatkowych punktowych warstw sieny i bieli.

Faza piąta - rozcieranie

Faza piąta – rozcieranie

Figurkę pozostawiamy do wyschnięcia na dobę.

Podsumowanie

White spirit sprawdza się lepiej niż benzyna ponieważ szybciej odparowuje i po wymyciu pędzla można szybciej wrócić do pracy. Dwa pędzle każdego rodzaju to minimum ponieważ trzeba je często myć, a i nierzadko pracujemy dwoma kolorami „na raz”.
Jak figurka wyschnie należy pociągnąć ją lakierem matowym. Pamiętajcie, że farby olejne są tłuste.
W tej skali efekt jest zadowalający, ale nie perfekcyjny. Z drugiej strony jest to dobry poligon by poznać jak pracuje się z tą techniką. Pozwala to przenieść ją na większe modele.

Myjka ultradźwiękowa CD4900

Nie załapałem się na promocję w Lidlu w swoim czasie (brak Lidla na trasie praca-dom), ale w zamian wyposażyłem się w takie oto cudo. Sama myjka należy do grupy urządzeń „kosmetycznych”, czyli jest przeznaczona przede wszystkim jako element wyposażenia salonów kosmetycznych. Oznacza to niewielkie wymiary, stosunkowo małą moc i sensowny wygląd. W przeciwieństwie do myjek „elektronicznych”, które mają trochę większe rozmiary (by pomieścić np. płytę główną), większą moc i wyglądają mniej „designersko” czy też „przemysłowych” – dużych, głośnych, maszyn. Myjka jest oczywiście produkcji Chińskiej i wygląda tak:

Myjka CD-4900

Myjka CD-4900

Jak już wspomniałem całość nieźle się prezentuje, ale ma jedną drobną wadę… pojemnik jest za niski i nie wchodzi do niego słoiczek po gerberku, w którym myją się drobne części typu dysza.

Huston mamy problem

Huston mamy problem

Aero się mieści to najważniejsze

Aero się mieści to najważniejsze

Cóż mogę powiedzieć. Znalazłem małe pudełko po kremie Nivea, które jest płaskie i się mieści.

Kilka informacji technicznych

Myjka ma trzy poziomy (sz)mocy 6W-16W, 16W-24W i 24W-32W. Zakładam, że zakres wynika z pewnej niestabilności pracy samego urządzenia. Czas mycia można ustawić w zakresie od 3 do 7 minut (skok minutowy, dokładność 0,1s). Wygląda to całkiem znośnie i spełnia moje wymagania. Producent zaznacza, że urządzenie nie powinno pracować więcej niż trzy cykle bez przerwy. Po tym czasie należy mu dać 10 minut wolnego. Patrząc na blogosferę i FB, gdzie kilka osób narzekało iż myjki „się popsuły” należy zaufać producentowi.

Wady

Znalazłem dwie (poza wymiarami, bo tu ja pokpiłem sprawę). Pierwsza to trochę za mała moc urządzenia. Kwestia dyskusyjna i dużo zależy od tego jaki mamy budżet. Druga to straszne buczenie. Może jestem przewrażliwiony, ale kilka razy w życiu miałem do czynienia z tego rodzaju urządzeniami i to takimi trochę większymi i mocniejszymi, ale one aż tak nie bzyczały. Brzmi to jak komar w środku nocy po ciężkim dniu…

Zalety

Cena. 135PLN to nie jest aż tak dużo. Wygląd, bo moglem to postawić w kuchni i nie martwić się, że będzie odbiegać od ogólnie przyjętych standardów wzornictwa AGD (czytaj nie wygląda dziwnie). Łatwość obsługi.

Na zakończenie przypominam, że urządzenie działa w świecie prądu 220 i wody, dlatego należy zachowac szczególna ostrożność by nie zostać popieszczonym.

Unboxing nowego Space Hulka

Może nie nowego, ale wznowionego. W dodatku jednorazowo, a zatem rzecz unikalna. Jednak zawsze.

Zapraszam do krótkiej wideo relacji z tego wiekopomnego wydarzenia.

Jak spodobał wam się wpis to podzielcie się nim ze znajomymi.

Imperial Knights – kodeks

Imperial Knights - Codex coverIstnieje niewielka szansa, że powrócą Squat-y. Fajne by było… ale na razie w moje ręce trafił kodeks do Imperialnych Rycerzy. Co w środku? 64 strony z czego najważniejsze to fluff oraz rozwinięty rozdział poświęcony heraldyce. W połączeniu z dodatkiem Escalation oraz dwoma numerami WD poświęconymi IK mamy komplet.

Trochę szczegółów

Kodeks można podzielić na trzy części. Pierwsza poświęcona jest historii rycerzy. Zawiera ich historię, pochodzenie i omawia skąd oni się tak naprawdę wzięli. May tu zatem krótkie opowiadanie, opis światów z których pochodzą rycerze. Nie zabraknie oczywiście informacji o wzajemnych relacjach pomiędzy Rycerzami, Imperium i Kultem Maszyn.
Druga część, najobszerniejsza, poświęcona jest hobby. Mamy zatem omówioną heraldykę domów rycerskich wraz ze schematami malowani. Trochę boli, że nie podano kolorów w ramach palety GW, ale to nadrobiono w dwóch numerach WD. Następnie mamy dość bogatą galerię zdjęć modelu IK, w ramach której zaprezentowano różne szczegóły figurki.
Trzecia, najkrótsza, część poświęcona jest zasadom. Mamy tu naprawdę skumulowany podręcznik Escalation. Co tu dużo mówić – nic szczególnego. IK występują w dwóch wersjach – Paladyn z dużym działem i Kopijnik (Errant tłumaczone jako „błędny rycerz” jest jak tenże rycerz błędne) z działem termicznym. Obie wersje posiadają na pokładzie przerośniętą piłę mechaniczną oraz tarczę jonową. Ciekawą zasadą jest tratowanie. Całkiem przydatne na wszelkiej maści drobnicę w stylu kostki SM, IG (czy jak to się tam nazywa obecnie), orków czy też tau. Może też być fajne by pograć w piłkę jakimś lekkim pojazdem.

Czego mi brakuje

Po pierwsze ten kto pamięta Epica ten wie, że modeli IK było więcej. Boli jeden model w dwóch wersjach (tenże mam i złożę w wolnej chwili). Trochę mało. Boli ubogi fluff. Mogło go być zdecydowanie więcej. Dobrym przykładem niech będzie edycja kolekcjonerska kodeksu do SM (mam i zrecenzuję w wolnej chwili).
Kolejnym brakiem jest sposób w jaki GW „załatwiło odmownie” (patrz filmografia Stallone-a) graczy. Na upartego ta książka nie jest potrzebna. Zasady są w Escalation i WD. Podobnie część malowania. Zatem jedyna wartościowa rzecz to fluff. Co więcej bez WD nie za bardzo idzie prawidłowo pomalować te figurki, kwestia ikonografii i heraldyki.
Boli też brak omówienia IK, którzy przeszli na stronę Chaosu. Po prostu robienie w konia fanów. No chyba, że będzie dodatek i zestaw do modyfikacji.
Na koniec cena… IK to są „tytany dla ubogich”. W ramach normalnych gier w40k może zostaną dopuszczone. Na turniejach raczej nie. To oznacza, że kupią to tylko maniacy. Zatem można ich trochę mocniej ogolić. Szkoda, bo całość wychodzi nieproporcjonalnie drogo w stosunku do zawartości…

Podsumowanie

Czy warto? Jak masz na zbyciu trochę kasy to tak. Inaczej to co znajdziesz w WD powinno wystarczyć do zrobienia fajnej figurki, która może stanąć na półce.

Niech Omnissiah ma w opiece wasze maszyny.

Klej – twój najlepszy przyjaciej i najgorszy wróg

Malowanie figurek wymaga od modelarza nie tylko wprawy, ale też talentu (dlatego moje są takie bardzo mocno średnie). Jest też uważane za tą „fajniejszą” część hobby. Jednak w życiu nie ma tak fajnie i moim zdaniem klejenie modelu to znacznie większa frajda. W dodatku wymaga poza talentem (ten tu akurat chyba mam) też dużo cierpliwości i specyficznej wiedzy.
Podstawą jest oczywiście dobór odpowiedniego kleju. O tym dziś będę pisał.

Proces klejenia

Proces ten w przypadku modeli może przebiegać dwoma drogami. Pierwsza, podręcznikowa, to adhezja, czyli mówiąc językiem fizyki oddziaływanie cząsteczek kleju i powierzchni klejonej, ale bez pojawienia się reakcji chemicznej. Drugim procesem jest oparty o reakcję powierzchni klejonej z rozpuszczalnikiem zawartym w kleju. W wyniku tej reakcji (niekoniecznie chemicznej, choć czasami i taka ma miejsce) powierzchnie klejone (niekoniecznie z tego samego materiału, ale to się rzadko zdarza) zmieniają konsystencję, mieszają się i po odparowaniu rozpuszczalnika tworzą w miarę jednolitą masę.
Zatem mówiąc w skrócie mamy do dyspozycji dwa rodzaje klejów – adhezyjne i rozpuszczalnikowe.

Gęstość i lepkość

Dwa problemy, które nas modelarzy też dotyczą. Nie mają one jednak bezpośredniego przełożenia na te pojęcia w fizyce.

Gęstość

A tak naprawdę fizyczny odpowiednik lepkości (wiskoza), czyli czy nasz klej ścieka czy też nie za bardzo. Większość klejów jest dość rzadka i poza kilkoma produktami na bazie rozpuszczalników głównym problemem jest to, że klej spływa z powierzchni. Jednocześnie zaleją takich klejów jest stosunkowo krótki czas schnięcia.

Lepkość

Czyli tak naprawdę kleistość. Siła wiązania zależy w znacznej mierze od tego jakiego kleju użyjemy. Jeżeli będą to kleje cyjanopanowe albo cyjanoakrylowe to połączenie będzie średni silne (chyba, że łączymy duże powierzchnie i całe pokryjemy klejem). Do jego naruszenia trzeba będzie użyć trochę siły. Powinny one też wytrzymać np. uderzenie w walizkę z figurkami. Mocniejsze połączenie dadzą kleje oparte o żywice. W tym przypadku użycie np. liquid steel daje gwarancję, że wiązanie nie zostanie przypadkowo rozerwane.
W przypadku klejów opartych o rozpuszczalniki wiązanie jest zazwyczaj bardzo silne ponieważ nastąpiło wymieszanie tworzywa, z którego zrobione są powierzchnie klejone.

Kleje rozpuszczalnikowe

Najpopularniejsze „kleje do modeli”. Zazwyczaj oparte są o rozpuszczalniki nitro. Mają bardzo charakterystyczny, ostry zapach. Produkuje je wiele firm. Występują w kilku odmianach różniących się gęstością. Służą do klejenia elementów plastikowych z plastikowymi. Nie nadają się do klejenia elementów przezroczystych ponieważ parujący rozpuszczalnik uszkadza powierzchnię czyniąc ją matową.
Klejenie materiałów, które nie wchodzą w reakcję z klejem nie ma sensu.

Kleje adhezyjne

Kleje te nie naruszają struktury klejonej powierzchni. Dla modelarza zastosowanie mają dwie odmiany tych klejów. Po pierwsze, kleje na bazie żywic. Zazwyczaj są to dwuskładnikowe kleje typu Poxipol. Idealnie nadają się do klejenia powierzchni zrobionych z różnych materiałów, które nie wymagają dużej precyzji klejenia, na przykład dwóch połówek skrzydła. Stanowią też dobry wypełniacz w przypadki gdy klejone powierzchnie nie pasują do siebie.
Drugą grupę stanowią kleje cyjanoakrylowe (nazywane też cyjanopanami od nazwy przemysłowego kleju tego rodzaju). Wszystkie kropelki, superglue i podobne. Kleje te zazwyczaj mają bardzo krótki czas schnięcia. Można go dodatkowo przyspieszyć za pomocą nawilżenia powierzchni (kleje te twardnieją w kontakcie z wodą). Świetnie sprawdzają się jako kleje „punktowe” w przypadku łączenia drobnych elementów i powierzchni z różnych materiałów. Wadą jest niewątpliwie powstawanie twardych „skorup” z kleju. Powierzchnie sklejone tego typu klejami zazwyczaj można rozkleić i oczyścić z pomocą acetonu. kleje te mają tendencję do matowienia powierzchni przejrzystych o ile zostaną zamknięte pod tego typu „kopułą” np. oszkleniem kabiny pilota.

Mniej popularne kleje

Oczywiście poza wymienionymi powyżej, a ważnymi dla modelarza, klejami istnieje cała masa innych spoiw. Nie są one zazwyczaj stosowane w modelarstwie lub ich zastosowanie jest ograniczone. Warto jednak wspomnieć o dwóch produktach.

Kleje do elementów przezroczystych

Tu króluje Clearfix firmy Humbrol. Klej ten jest to tak naprawdę „szkło w płynie”. Nie wchodzi w reakcję z klejoną powierzchnią i tym samym nie będą powodować jej uszkodzenia. Nie schną też w zbyt szybko dzięki czemu zawarte w nich substancje nie wchodzą w reakcję z oszkleniem i nie powodują matowienia.

Kleje elastyczne

Zielone super glue i budapren. Pozwalają na tworzenie połączeń zachowujących pewną elastyczność. Bardzo dobrze sprawdzają się przy klejeniu papieru ponieważ nie powodują tak jak kleje cyjanoakrylowe jego usztywnienia. Wiązania te są jednak znacznie słabsze.

Bonus

Do pojemnika po filmie fotograficznym wlej 1/5 objętości rozpuszczalnika nitro. Następnie wsyp odłamki z ramek wlewowych, tych plastikowych, a nie żywicznych, tak by trochę wystawały ponad powierzchnię nitro. Zamieszaj, zamknij zostaw na jakieś trzy dni. Po tym czasie otwórz, dosyp ramek, zamieszaj, zamknij i zostaw na kilka dni.
W ten sposób można wyprodukować bardzo mocny klej służący do klejenia elementów plastikowych. Jego zaletą jest możliwość kontrolowania gęstości, oraz krótszy niż normalnych klejów rozpuszczalnikowych czas schnięcia. Wadą, znacznie większy smród.

Krótkie info

Blog będzie od teraz dostępny też w językach angielskim i niemieckim. Tłumaczeniem zajmuje się wujek Google.

Nowy White Dwarf, czyli Polandball can into the mountains

Zaczynam rozumieć co przyświecało pomysłodawcom przejścia na tygodniowy cykl wydawniczy WD. Po prostu częściej goszczę w moim lokalnym sklepie z ichnimi produktami. Drugi numer WD w nowej odsłonie przede mną…

Polandball jest krasnoludem

Czym jest Polandball poczytajcie sobie tutaj. Dla nas ważne jest, że na okładce nowego WD mamy motyw nawiązujący do tej słodkiej postaci. W numerze zaś kontynuacja tematu krasnoludów.

Nowe Krasnale

Numer skupia się tylko i wyłącznie na brodaczach. Mamy tu zaprezentowane zatem nowe maszyny latające – żyrokopter i bazujący na nim bombowiec. Mamy nowego Runelord-a i bohatera niezależnego. Dalej krótka prezentacja nowego kodeksu oraz zasady specjalne do Polandball-owego żyro-bombowca oraz specjalnego bohatera.
Kolejne strony to tematyka krasnoludzka…

Podsumowanie

Nowa forma wydawnicza chyba jest dobrym pomysłem. Do ręki dostajemy bardzo konkretny materiał zawierający informacje o najbliższych wydarzeniach i jest to dobre.
In minus należy zaliczyć monotematyczność numeru. W praktyce nie ma tu nic ponad krasnale i może to zrażać osoby niezainteresowane. Lecz, żeby szczerze napisać czy wszystko gra jak powinno poczekajmy do kolejnego wydania WD oraz W:V

Translate »