Blog Archives

Jak przetrwać przeprowadzkę warsztatu

Blog powstał jako miejsce gdzie chcę opowiadać o mojej pasji – modelarstwie. Od końca lutego nie umieściłem jednak żadnego wpisu. Wynikało to w znaczniej mierze, z powodów zawodowych. Finałem była przeprowadzka z Warszawy do Wrocławia.

W dzisiejszym wpisie chciałbym poruszyć kwestię przeprowadzki warsztatu modelarskiego. By oszczędzić wam problemów oraz podzielić się własnymi doświadczeniami.

Przygotowania

Korzystaliśmy z usług jednej z firm przeprowadzkowych. Dostarczyła ona kartony oraz papier do owinięcia rzeczy delikatnych. Zgodnie z umową oni pakowali szkło i rzeczy delikatne. Nie zdawałbym się jednak na tego typu pomoc. Stąd pierwsza ważna zasada Warsztat oraz modele pakujemy sami.
Z modelami jest to co do zasady prosta sprawa. Możemy upchnąć je w walizkach, których wybór jest przeogromny. Od podstawowych i najprostszych walizek poprzez takie gdzie można dociąć gąbki pod wymiar, aż po dedykowane pod konkretne modele walizki (wkłady) od GW. Jeżeli jakiś model nie mieści się do walizki np. B-52 w skali 1:48, Tytan klasy Imperator czy coś w ten deseń to:

  • Owijamy na grubo folią bąbelkową.
  • Owijamy papierem.
  • Pakujemy do kartonu gdzieś po środku i usztywniamy tak by się nie ruszało.

Trochę bardziej skomplikowana jest sprawa jeśli chodzi o warsztat. Tu należy podzielić wyposażenie na kilka grup. Pierwszą stanowią ciężkie narzędzia – dremel, imadło, wiertarka, cążki, nożyczki, noże. Wszytko to co może w razie czego spaść i nie powinno się połamać. Tego typu rzeczy trafiają do jednego kartonu/pudła, przy czym należy pamiętać, że karton nie może być zbyt ciężki. Jeżeli przeprowadzamy np. dużą sprężarkę to powinna mieć osobny karton dopasowany do jej wymiarów. Najlepszy jest ten oryginalny… tyle tylko kto go trzyma?
Druga grupę stanowią narzędzia precyzyjne i delikatne – wiertła, nożyki, pędzle, pincety, wszelkiej maści „trzecie ręki z lupą”. Te najlepiej zapakować do mniejszych pudełek np. po lodach. i dopełnić papierem, gąbką, folią bąbelkową tak by całość nie latała. Tego typu pudełka świetnie nadają się na usztywniacze do większych opakowań – są lekkie i w miarę foremne.
Trzecia grupa to farby, washe, podkłady, pigmenty. Tu jest to trochę bardziej skomplikowane. Ja moje farby wrzuciłem po prostu do skrzynki po dremelu i samemu przewiozłem na miejsce. Warto pudło z dokładnie zakręconymi farbami dodatkowo owinąć w folię. Jak coś pęknie to przynajmniej nie narobi dużego syfu. Inną metodą jest zakup worków śniadaniowych w wersji – paczka 1000 sztuk i pakowanie każdej farbki w osobny worek.
Czwarta to inna chemia w szczególności kleje i rozpuszczalniki. Te należy koniecznie przewozić w osobnym, szczelnym, opakowaniu np. dokładnie zaklejonym pudle po lodach. Dodatkowo każdą sztukę warto wrzucić do osobnego woreczka. Jak coś się stanie to pozwoli to na minimalizację strat.

Ostatnią i najważniejszą grupą są najcenniejsze narzędzia. W moim przypadku były to aerografy. Te pakujemy w osobne pudełko i bardzo wyraźnie oznaczamy w sposób nam tylko znany i pozwalający na szybką identyfikację.

Transport

Wszystkie pudła można spokojnie nadać w głównym transporcie. Jedynym wyjątkiem jest pudło z cennymi narzędziami. To najlepiej przewozić osobiście. W czasie pakowania i rozpakowywania należy jednak zwrócić baczną uwagę na kartony w których jest warsztat. Dzięki temu będziemy mieli duże szanse na to, że nic się nie zgubi.

Rozpakowanie

Tu sprawa ma się chyba najprościej. Jest tylko jedna zasada – warsztat rozpakowujemy jak już mamy wszystko gotowe – podłogi i okna pomyte, meble wytarte i na swoich miejscach. O takich drobnostkach jak zakończenie prac remontowo-budowlanych nie wspominam 🙂
Ma to proste uzasadnienie. Po remoncie i przeprowadzce i tak wszystko będzie zakurzone i będzie trzeba to wyczyścić. Zatem spakowany warsztat ułatwi nam sprzątanie.

Tradycyjne witaj świecie

W informatyce przyjęło się, że naukę języka programowania rozpoczyna napisanie programu wyświetlającego napis „Hello World”. Ta tradycja została przeniesiona do portali, serwisów społecznościowych i blogów, a zatem i tutaj nie mogło zabraknąć takiego wpisu.

Na początek kilka słów o mnie

Modelarstwem zainteresowałem się dawno temu. Pierwszym modelem jaki złożyłem był legendarny PZL P-37B „Łoś”. Choć zarówno jakość wykonania samego modelu jak i mojej pracy nie była najwyższa to chodziłem dumy jak paw. W kolejnych latach składałem przede wszystkim samoloty, ale zdarzyło się też sklejać okręty, śmigłowce i czołgi. W pewnym momencie zainteresowałem się grami bitewnymi i do listy moich zainteresowań modelarskich dołączyły figurki w skali 28mm.

Wraz z upływem czasu hobby szlo powoli w odstawkę. Obowiązki na uczelni, a potem w pracy i domu spowodowały, że nie mogłem poświęcać tyle uwagi i energii na malowanie i granie ile trzeba.

Pewien czas temu postanowiłem powrócić do starego hobby i jak się szybko okazało próba powrotu skończyła się totalnym zauroczeniem.

Teraz trochę o blogu

Na blogu będę opisywał techniki modelarskie, proces budowy modeli oraz produkty związane z tym hobby. Blog jest też jednocześnie miejscem gdzie możecie się zemną skontaktować w celu zasięgnięcia porady czy rozwiania wątpliwości. Jeżeli chcielibyście skorzystać z moich usług w zakresie budowy modeli – wystarczy napisać maila na adres 8thcolour [at] tyrsoft.com.

Na chwilę obecną blog nie jest jeszcze w 100% przygotowany, ale sądzę, że braki zostaną szybko uzupełnione tak by korzystanie z niego było łatwe i przyjemne.

Translate »